Spełniaj marzenia.

Obrazek

 Bo nikt za Ciebie tego nie zrobi.

  Prawda jest smutna i w oczy kole – jedynymi przeszkodami, jakie stoją nam na drodze do spełnienia marzeń jesteśmy my sami. Sami siebie ograniczamy, narzucając na siebie pieprzone łańcuchy i sprawiając, że coraz bardziej upodobniamy się do tresowanych słoni – gdy są małe, zakłada się im grube powrozy i przykuwa do drzewa, aby nie mogły odejść dalej niż na wyznaczoną długość. Po jakimś czasie wystarczy przywiązać im do nogi cienki sznurek, zaczepiony o rachityczne drzewko, żeby słoń stwierdził, że nie może się wyrwać. I my robimy sobie to samo, z jakimś obrzydliwie satysfakcjonującym masochizmem – nakładamy na siebie ograniczenia, żeby po jakimś czasie stwierdzić, że nie jesteśmy w stanie czegoś zrobić. No bo przecież nie mogę. Prawda?

 No właśnie o to chodzi, że mogę. Że jeśli chcę studiować w Austrii, aktualnie ucząc się hiszpańskiego – to usiądę w domu i przerobię kurs języka niemieckiego, albo ruszę tyłek i będę pobierała lekcje. Bo mi na tym zależy. Że jeśli chcę wycisnąć z dnia jak najwięcej czasu, żeby robić to, co kocham – to najpierw będę ślęczeć nad frustrującym kursem szybkiego czytania, żeby potem móc ogarnąć narzucony odgórnie do nauki materiał w kilkanaście minut. Że nawet poświęcę weekend na chodzenie jak zombie, żeby nauczyć się snu polifazowego, skoro jest mi to potrzebne do spełnienia marzenia.

 Przeraża mnie świadomość, ile mogłabym osiągnąć, gdybym przysiadła do celu odpowiednio dawno. Ile lat temu zaczęłam jęczeć, że muszę zacząć się ruszać, bo nie tylko psująca się sylwetka, ale i kondycja? Ze dwa? Gdybym wtedy zaczęła robić coś dłużej niż przez tydzień, miałabym teraz idealną figurę. Ta świadomość boli. I boli, że z takim typowym nastawieniem, które już sobie wpoiliśmy, przez następne dwa lata i więcej też nic nie zrobię. Gdybym usiadła do hiszpańskiego dodatkowo, kilkanaście minut dziennie, teraz zapewne porozumiewałabym się w stopniu przynajmniej komunikatywnym, a nie zastanawiając się (po trzech latach!), jak, do cholery, powiedzieć ‘teraz’. Gdybym skrupulatnie odkładała chociaż część pieniędzy, mogłabym kupić nowy obiektyw do aparatu. Świadomość straconego czasu i potencjału paraliżuje.

 Teraz oczekuję, że wyskoczy tu ktoś kompetentny i wyjaśni mi pokręcone mechanizmy działające w ludzkich umysłach. Dlaczego nie robimy tego, co nam potrzebne do spełnienia marzenia? Dlaczego ich po prostu nie spełniamy? Wiecie, ile znam osób, które tak postępują? Jedną. Dokładnie jedną. Mam niby te kilkaset osób, które znam, a wśród nich tylko jedna mi imponuje siłą charakteru i samozaparciem – takim, które pozwoli mu dojść do celu. I nie mam żadnych wątpliwości – on osiąga to, co chce. Bo sobie na to pozwala.

 Myślę, że już najwyższy czas, żeby skończyć przywiązywać się do drzew. Czas uświadomić sobie, że mogę. Bo ograniczenia istnieją tylko w naszych umysłach. I lenistwie, ale to już inna sprawa…

Advertisements

4 thoughts on “Spełniaj marzenia.

  1. fajne artykuły. ale mogłyby być też dłuższe, bo fajnie się czyta. i trochę trudno znaleźć artykuły, bo widać tylko pierwsze 4, a potem trzeba szukać po archiwum miesiącami. szkoda, że nie ma jakiejś listy z wszystkimi tematami, żeby możne je szybko przeglądać. ale nie wiem czy tak da się zrobić. trzymaj się. i miłego dnia. SMILE PLEASE. 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s