Będę Waszym kołczem.

Obrazek

Zaczęłam od ustawienia sobie na telefonie pozytywnych tapet. Żeby zmieniać życie innych, trzeba być najpierw autentycznym, prawda?

Ustawiłam więc sobie tapety. Różne. Ładne. Takie, coby przy spojrzeniu na ekran widzieć nie tylko godzinę, ale też jakże pozytywne-i-tak-bardzo-motywujące-złote-myśli-na-tle-różowych-kwiatów. Głębokie takie. “Life is beautiful”, powiedzmy. Na to byście nie wpadli.

Dalej zabieram się za oglądanie motywujących filmów. Co prawda gadki w stylu “Pokooooonaj siebie, pokoooonaj siebie, udoooowoooodnij…” (pamiętacie jeszcze tę piosenkę?) potrafię wyrzucać z siebie nawet stojąc na rzęsach, w dodatku podobno jeszcze jestem przy tym przekonująca (!), ale zawsze dobrze mieć jakieś wsparcie moralne. Tak na dobry początek.

Bo będę Waszym kołczem. Dobrą blogową wróżką. Stwierdziłam, że to naprawdę czad – takie podpowiadanie ludziom, w którą stronę ruszyć tyłek, żeby być wreszcie szczęśliwym. Jest nawet taki zawód, ale trochę mi brakuje do wyciągania z ludzi grubych pieniędzy za parę słów w rytm “Eye of the tiger”, żeby potem przefarbować się na blond, uciec do LA i biegać rano po plaży, żeby o 11 zdążyć na powiększenie cycków. Ale to taka tam mała dygresja.

Nigdy nie jest ani za późno, ani za wcześnie na robienie czegoś. Nie obraźcie się więc, że daję Wam rady, nie mając 80-ciu lat. Mnie się świetnie żyje, kiedy mam świadomość, że to, co robię, daje komuś zastrzyk energii do działania czy wręcz życia (bo z autopsji wiem, że z tym bywa czasem niemożliwie ciężko). Pomagam tym też sobie, bo chcąc nie chcąc coś mi w tym łbie zostaje, a ignorować rady dawane innym zakrawa albo na hipokryzję, albo idiotyzm.

Widzicie więc: daje to szczęście części z Was i przy okazji mnie, więc uważam to za całkiem uczciwy układ. Wy pozwalacie mi mówić, jak żyć (“Krzysiu, powiedz mi jak mam żyć? UŚMIECH, MOC, FITNESS, SPORT!”), ja za to hajsu nie biorę (a pewnie znam się na tym lepiej niż niejeden szumnie reklamujący się coach) (a jeśli nie, to przynajmniej jesteście bogatsi o te wyimaginowane tysiące), a przyjemnie jest, wesoło, kwiatki rosną. Czad.

Dzisiaj zaś zacieram łapki i zastanawiam się, za co by tu się zabrać od jutra. Biegać? Odstawić słodycze? Więcej czytać? Może codziennie pisać? Przestać narzekać? Zacząć się uczyć niemieckiego?

Pomysłów jest dużo, a czasu więcej, niż nam się wydaje. W każdym razie ja obiecuję, że od jutra się za coś wezmę. Od samiutkiego ranka. Najpierw tydzień, potem drugi, aż mi to nie wejdzie w krew. Co Wy na to? Deal with it?

Nie łudzę się, że odezwiecie się w komentarzach z jakimiś swoimi pomysłami, ale mam nadzieję, że chociaż jedna osoba podejmie ze mną wyzwanie. No dalej, żebym się samotna nie czuła i miała motywację (“Jak on/a może, to niby czemu nie ja?!”). Małymi krokami. Chyba nie brzmi tak źle, co?

Idę teraz czytać, bo niepokojąco spadła liczba pochłoniętych przeze mnie książek ostatnimi czasy. Jako kołcz najpierw biorę się za siebie, żeby potem z czystym sumieniem móc na Was wrzeszczeć, jak beznadziejnie żyjecie. I pokazywać lepszą drogę. Będzie za-ba-wa!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s