Hiszpańskie życie.

Obrazek

Leżę sobie właśnie na łóżku w Hiszpanii, delikatna bryza owiewa moje nogi, palmy stoją w gorącym słońcu przed domem, z mojego okna widać Pireneje kontrastujące z wyblakłym niebem…

Ale nie tylko dlatego kocham Hiszpanię. Bo kraj to głównie ludzie, to nie tylko morze czy kryzys. A ludzie tutaj…

Kilka dni temu poznałam Helenę, dziewczynę mieszkającą obok. Widząc nas w kuchni, radośnie zajadających pizzę z tuńczykiem, nie stanęła onieśmielona w progu i nie wbiła oczu w telefon, tylko jednym susem znalazła się przy nas, wycałowała nas w oba policzki, a pół godziny później już wiedziałam, jak wygląda jej pokój, co rośnie w jej ogrodzie, gdzie ma małe koty, a gdzie garaż. Zaproponowała nam także spacer po Valls, pójście na basen i na plażę. Ja, Polka z krwi i kości, byłam oszołomiona tą serdecznością, na którą w pierwszym odruchu chciałam zareagować jakimś chwytem judo (znaczy, jakby znała judo…). Gdzie wzrok wbity w ziemię? Gdzie fałszywe uśmieszki? Gdzie budowanie rozmowy na narzekaniach?

Tutaj wszyscy ludzie wydają się być szczęśliwi nawet bez uśmiechu na twarzy. Są serdeczni, cieszą się, że przyjechałeś, wezmą cię do swojego domu, nauczą robić gazpacho, a następnego dnia dadzą ci dziecko do popilnowania. Ludzie zatrzymują się na ulicy, żeby uciąć sobie wesołą pogawędkę. Oni mają na to czas, czas na jedzenie kolacji przez trzy godziny, na nauczenie obcej osoby, jak zrobić zupę, na wstanie rano i przejście po całym miasteczku. Może i nie należą do najbardziej pracowitych ludzi ever, ale mam wrażenie, że oni po prostu wiedzą, jak żyć, żeby być szczęśliwym.

Wracam do Polski za tydzień, a już mi smutno na samą myśl. Może nie płaczę i nie chowam się pod łóżkiem z tego żalu, ale autentycznie nie chcę stąd wyjeżdżać. Myśl o tym, że jeśli pojadę do Poznania, to dziewczyny zaczną mnie mierzyć (ot, jak to u nas), ludzie będą spieszyć się nie wiadomo po co i na co ze wzrokiem wbitym w ziemię, uśmiechu na ulicy nie uświadczę – sprawia, że mam ochotę za tydzień schować się pod jakąś palmą, wyjść o 11, ze zdumieniem zawołać “Ojej! Samolot odleciał z Barcelony pół godziny temu!” i z ukontentowaniem sycić się tą cudowną, gorącą, słoneczną, uśmiechniętą, serdeczną hiszpańską atmosferą jeszcze przez długi, długi czas.

Ale trzeba wrócić. Trzeba wrócić do mojej Polski, bo tam jest mój dom, którego nie zamieniłabym na wszystkie hiszpańskie domy świata oraz ludzie, których kocham, nawet jeśli nie są opaleni na Murzynów i nie szczebioczą szybko po katalońsku. Dlatego też śmiało wysiądę z samolotu, z iście hiszpańskim uśmiechem… I postaram się nie powybijać wszystkich Polaków dookoła. Amen.

Advertisements

3 thoughts on “Hiszpańskie życie.

  1. Nigdzie nie jest kolorowo. Może gdybyś pobyła tam troszkę dłużej, odkryłabyś, że w Hiszpani ludzie też mają problemy i gorsze dni. Zresztą całe to uogólnianie przez ciebie jest dalece krzywdzące i niesprawiedliwe.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s