A dajcie, wy mi wszyscy, święty spokój.

Obrazek

Lubię sobie czasem pobyć wkurzona.

Tak po prostu. Iść szybkim krokiem, mamrocząc pod nosem, albo wydrzeć się na całe gardło, raz, a porządnie. Lubię móc konkurować z chmurami o to, czyje oblicze jest bardziej ponure i z namiętną pasją marzyć o zawinięciu się w koc i udawaniu burrito przez resztę mojej marnej egzystencji.

Jeśli chciałabym mieć dobry humor, to bym miała. Kropka. Potrafię sama się ogarnąć i rozbudzić w sobie entuzjazm godny jakiegoś przyćpanego pyłkami motylka, tudzież pielgrzymowicza grupy 8 (jak nie wiecie, o co chodzi, to ja was serdecznie zapraszam na pielgrzymkę za rok…). Dlatego też jeśli się nie uśmiecham, to sprawa jest prosta – po prostu nie mam na to ochoty. Tak samo, jak nie mam ochoty unosić brwi czy marszczyć nosa. Teksty “Julka, nooo, uśmiechnij się, no weź” działają na mnie jak płachta na byka. NIE BĘDĘ SIĘ UŚMIECHAĆ. BO NIE. KONIEC. Serio. Chyba czasem mogę pozwolić sobie na poudawanie burzowej chmury?* Kto Ziółkowskiej zabroni?

To samo tyczy się złego samopoczucia. To, że boli mnie głowa, nie oznacza, że muszę zaraz mieć raka mózgu i jechać na diagnozę. To, że mam mdłości, nie oznacza, że na gwałt muszę lecieć po miętową herbatę i szukać powodów, dla których je odczuwam. Zmęczenie? Coś na żołądku? Za dużo kawy? Może jestem chora? Przecież ostatnio też miałam mdłości! To nienormalne! Szpital! Karetka! Już!

NIE. Nie dajmy się zwariować. Jeśli źle się czuję, to znaczy, że chcę po prostu świętego spokoju, ciepłego koca i herbaty, a nie panicznego wysyłania mnie do lekarza, bo na pewno umrę. Tu, na tym plecionym dywaniku z Ikei, zakurzonym już nieco. Teraz, zaraz.

Serio, ja wszystko rozumiem. Troska, dobre chęci, te sprawy (jest takie powiedzenie, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami, ale to taka mini dygresja…). Fajnie, że ludzie się martwią, że coś dla nich znaczę. Fajnie, że spytają, spróbują doradzić. Raz. Nie dwa, dziesięć, milion pięćset, kurde. A potem urażeni mamroczą, że niepotrzebnie się na nich drę, że oni przecież nic, już, milczą, dobra! Jak tam sobie chcę! I obraza majestatu, bo warg posłusznie w przyjaznym grymasie nie wyginam, tudzież do szpitala nie pędzę na badanie krwi i tomografię przy okazji, no a nóż widelec…

Każdy ma czasem prawo do złego humoru. Jasne, nie jest to miłe, ale naprawdę – pozwólmy czasem sobie i innym na luksus złości. Bez wyładowywania się na kimś, ale tak po prostu. Dla oczyszczenia i rozpoczęcia następnego dnia z postanowieniem, że nie przeniesiesz na niego emocji z wczoraj. Załamania nerwowego dla, paradoksalnie, higieny psychicznej. Na trochę złego humorku. Bo tak. Byleby nie na długo 🙂

__________________________________________

* a spróbujcie mi wypomnieć szalenie optymistyczne teksty z myślą przewodnią “hej, ho, uśmiech na każdy dzień, jupi!”, to uznam… Że rzeczywiście czytacie ze zrozumieniem, a nawet gdzieś tam Wam moja pisanina w głowach zostaje!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s