Mój tlen.

Obrazek

 Moim ulubionym zajęciem jest pisanie.

 Nic nie sprawia mi takiej przyjemności jak tworzenie nowego  posta, czy ubieranie w baśniowe słowa kolejnych obrazów siedzących w mojej głowie. Nie może z tym się równać spanie, jazda na rowerze, całowanie się lub oglądanie filmów z Audrey Hepburn. Ba! Nawet jedzenie czekolady nie może się do tego umywać. Czujecie, jaka to jest pasja?

 Pisanie jest dla mnie jak tlen po zbyt długim wstrzymywaniu oddechu, jak szklanka wody po szaleńczym biegu, jak promienie słońca po zbyt długo padającym deszczu. Pisać mogę zawsze. Nieważne, czy jestem sama, czy w tłumie, szczęśliwa, czy wściekła, samotna czy zakochana. To bardzo plastyczna relacja, która wszystkiemu się podporządkowuje, nie rozumiejąc jedynie, dlaczego odstawiam ją na bok. Ale mój talent i to mi wybacza. Niestety, chwile lekceważenia go i odsyłania na coraz to dalsze plany mojego życia przypłacam długimi chwilami z piórem zawieszonym nad kartką i wzrokiem wbitym w przestrzeń, próbując wyłuskać jakiekolwiek słowa, aby ułożyć je potem w zdanie, zdanie w opowieść, opowieść w obietnicę uśmiechu i spokojnego snu.

 Do pisania nie potrzebuję podniet czy używek. Do niczego nie potrzebne mi papierosy, kawa, alkohol, znane, od wieków przecież, jako domena twórców i mistrzów! (Nie, żebym siebie na jednej półce z nimi stawiała, ale może kiedyś…). Przychodzi mi to tak łatwo jak oddychanie, nie muszę tego kontrolować, tak samo, jak nie muszę czuwać nad biciem mojego serca. Ono po prostu bije. Ja po prostu piszę. Proste.

 Jednak nigdy nie powiedziałabym, że pisanie jest rzeczą łatwą. Ile miesięcy wzdrygałam się przed widokiem pióra i dziennika, nie stawiając w nim ani jednego zdania, słowa chociażby? Ile wieczorów przesiedziałam ze ściśniętym sercem, nie mogąc sięgnąć nawet po kartkę? Jak ja to kiedyś ujęłam? “Żeby pisać, trzeba mieć odwagę. Ci, którzy nie piszą, nigdy tego nie zrozumieją. Chodzi o to, że… To nie jest po prostu stawianie mniej lub bardziej chwiejnych znaczków na liniowanym papierze. Pisanie to najczęściej mierzenie się z własnymi demonami. Chyba dlatego ostatnio tak ciężko mi pisać.”

 Może i brzmi to dramatycznie i bardzo egzaltowanie, ale ten wpis w dzienniku dokładnie oddawał targające mną emocje. Patrzyłam na datę sprzed kilku miesięcy i przypominałam sobie wszystko, co było dla mnie takie trudne i… Zamykałam zeszyt. Nie potrafiłam, nie chciałam wydobywać tego na światło dzienne. Pozostało to we mnie ukryte do chwili obecnej, bo cienka stalówka nie zdołała wydłubać tych głupich, bolesnych cierni z mojego wnętrza. Nie pozwoliłam sobie na oczyszczenie.

 Tak samo trudno ująć jest w słowa własne marzenia. Kto jednak powiedział, że to niemożliwe? Pisanie o nich (tak! Zazwyczaj w tej złocisto – baśniowej formie, którą ostatnio mieliście okazję poznać!) to największe wyzwanie, ale i największa satysfakcja. Moje sny ubrane w słowa prezentują się piękniej i wyraziściej nawet, aniżeli namalowane na płótnie. Te obrazy przenikają się, nakładają, ruszają, a jednocześnie tchną czymś takim, co daje mi siłę, uśmiech, nadzieję. I przypomnienie, że warto. Oddychać, pisać. Żyć dalej. Bo przecież… Jest po co.

Advertisements

One thought on “Mój tlen.

  1. ,,Książki warto pisać tylko wtedy, jeśli przekroczy się ostatnią granicę wstydu; pisanie jest rzeczą bardziej intymną od łóżka; przynajmniej dla mnie.”-Marek Hłasko. Pozdrawiam i zniecierpliwiona czekam na kolejne wpisy:)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s