“O Starym Złotniku” #2

  Obrazek

 

 Złotnik przygryzł policzek w zamyśleniu. „Kamienia”? Jakiego „kamienia”? Miłości? Bzdura! Istotka taka jak ta nie potrzebowała dodatkowych uwodzicielskich zdolności. Dziewczyna uśmiechnęła się, jakby doskonale słyszała jego myśli. To może… Złotnik aż zadrżał na samą myśl. To może chciała kamienia umarłych? Ale nie, Złotnik go nigdy nie posiadał. Kiedyś widział go przez chwilę i tak bardzo go pragnął, pragnął ścisnąć go w dłoni i zobaczyć ukochaną twarz, usłyszeć wielbioną melodię tego głosu… Lecz Złotnik już wiedział, że tych dwóch światów nie powinno się ze sobą łączyć. Zresztą dziewczyna była taka młoda, czy miała za kim tęsknić? Zerknął na nią. W brązowych oczach zamigotały iskierki smutku i stary człowiek nauczył się kolejnej rzeczy – że śmieć otacza jak kokon wszystkich wokół, nie tylko ludzi jego metryki, że ona wcale nie zważa na beztroską młodość i w każdym sercu sieje ból i tęsknotę. Złotnik zawstydził się własnej ignorancji. Jakby tylko jego wiek upoważniał do chęci kontaktu ze swymi zmarłymi! Tak jakby on wiedział, co to śmierć…

  Wbił wzrok w pierścionki pod szklaną ladą, które lśniły jakoś intensywniej, jakby chciały uwieść swoim blaskiem ewentualną nabywczynię. Ale to nie złote cacuszka były dzisiaj ważne. Kamienie, kamienie… Urody? Niemożliwe. Talentu? Wróżki tego nie potrzebowały. Snu? Oh, on już dobrze znał te ich sztuczki z ziołami, na co im jeszcze kamienie! Telepatii? Sądząc po jej chichocie, nie jest jej nic do tego potrzebne. Co mogła chcieć posiąść ta mająca wszystko dziewczyna?

 -Nie trudź się, Złotniku i nie myśl zbyt wiele. To prozaiczna ludzka – uśmiechnęła się – potrzeba. Chodzi mi o kamień zdrowia.

  Zdrowia?! Starzec przeraził się. Co dolega tej pełnej życia osóbce, że nie może poradzić sobie z tym tradycyjną magią? Wyobraził sobie nagle połamane i postrzępione skrzydełka wystające z jej drobnych pleców. Przyschnięte żyłki, zmatowiała błonka, która powinna zachwycać głębią szafiru i fioletu, ba! Jego ukochanego złota! Skrzydełka wróżki… Nadłamane, bezużyteczne, zbezczeszczone!

  Złotnik zawsze traktował ich skrzydełka niemal jak relikwię i ta straszna wizja spowodowała, że pociemniało mu przed oczami. Musi jej pomóc. Musi! Pomyślał o pokaleczonych przedmiotach swego uwielbienia i zacisnął wargi. Czekało go dzieło jego życia.

 -Przyjdź… – Złotnik szybko skalkulował zasoby sił i czasu – za trzy dni. Zrobię, co w mojej mocy. Nie dostaniesz jakiegoś tam – wydął pogardliwie wargi – nieoszlifowanego kamlota. Skoro przyszłaś do mnie, to wiesz, że dostaniesz najlepszą rzecz, jaką możesz zdobyć. Pomoże ci. Nie ma innej opcji.

  Była to chyba najdłuższa tyrada, jaką wygłosił. Dziewczyna skinęła głową i ze śpiewnym „Bądź zdrów!” lekkim kroczkiem skierowała się do drzwi, niemalże ulatując w zalewające ją promienie słońca. Zadzwoniły dzwoneczki. Wróżka znikła w potoku złota.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s