Poza czasem.

Obrazek

W mieszkaniu mojej babci wszystko trwa poza czasem.

Czerwona róża wiecznie wygina sztuczne płatki ku trzem ogniskom słońca pod sufitem, zaplątana w złote, powyginane gałązki. Zegar nad czerwonym fotelem cicho tyka – jak przystało czasomierzowi – od niechcenia mijając zadziwiające rzymskie “IIII”. Na starym telewizorze stoi jeszcze starszy słonik, któremu mój Tata jako dziecko nadłamał nogę. Obok telewizora spoczywa muszla – nigdy niemilknąca, szumiąca po wsze czasy. Kiedyś przyciskałam ją do ucha pulchnymi łapkami – dzisiaj moje czerwone paznokcie krwawo odcinają się od jej perłowej powierzchni.

W pokoju obok wiernie czeka pluszowy jasny piesek z wytartym pyszczkiem. Czeka, aż pewna mała dziewczynka w piżamce w słonie wślizgnie się do łóżka, zasłuchana w niespokojny puls miasta. Wcześniej wypiła kakao w porcelanowym kubku, wymalowanym w drobne polne kwiatki. Miał złotą obwódkę, dlatego pamiętała, żeby nie wkładać go do mikrofalówki. Nie musiała się jednak o to martwić, bo babcia podgrzewała mleko w malutkim garnuszku, a potem szły razem położyć się w wykrochmalonej pościeli. Czekały na prognozę pogody (przyjmowaną z uznaniem tylko wtedy, gdy zapowiadał ją Jarosław Kret), a potem dziewczynka w kapciach z pomponami dreptała do drugiego pokoju zalanego pomarańczowym światłem latarni.

Rano były świeże bułki, zawsze z szynką. Kakao zalane gorącym mlekiem i Animal Planet. Kontrolne spojrzenie na obraz wiszący nad kanapą upewniało dziewczynkę, że z rdzawych drzew nadal nie spadły liście, że strumień wciąż wesoło błyszczał w słońcu, a maleńki domek ciągle czekał na to, aż ona w nim zamieszka. Bo nie miała wątpliwości, że kiedyś to nastąpi.

W kuchni nadal stoi stołek, na którym siadała i otwierała skrzypiące szuflady ze skarbami. Pierwsza była przeznaczona wyłącznie dla jej oczu – to tam babcia chowała swoje drogie kolczyki i naszyjniki, broszki i pierścionki. Druga zaś kryła drobiazgi, które mogła wykorzystywać wedle swojego uznania – drewniane korale, spinki, dziwne, stare broszki… Jej ulubioną była taka srebrna, przedstawiająca wiedźmę na miotle. Wiedziała, że babcia dostała ją jako odznakę za wspinanie po górach, ale nie mogła się powstrzymać przed ukradkowym zerkaniem i zastanawianiem się, czy babcia jednak czegoś przede nią nie ukryła.

Mrugam oczami. Znowu jestem duża. Zza drzew już nie widzę niebieskiego napisu “Os. Rzeczypospolitej”, a babcia nadal jest taka sama, tylko jakby trochę niższa i bardziej zmęczona. Całuję ją w policzek, zdejmuję czarne kapcie z pomponami (nadal te same) i przeglądam się w lustrze o dziwnym kształcie. Widzę, że moje oczy są nadal duże, niebieskie, należące do dziecka. W mieszkaniu mojej babci wszystko trwa poza czasem. Ta mała dziewczynka – też.

Advertisements