Napiszę dziś o miłości.

 Image

 Różni ludzie, czytając mojego bloga, najpierw komplementują treści, potem wtrącają własne uwagi, a na końcu nierzadko proponują, żebym napisała coś… O miłości.

 Wiele razy słyszałam już taką prośbę. Od osób zakochanych, od tych przed zerwaniem, po zerwaniu, będących w jakimś kryzysie, czy też po prostu lubiących klimaty bardziej, powiedzmy, romansowe.

 Raz ktoś mi napisał: “Julka, jak już się zakochasz, to chętnie przeczytam coś pięknego o miłości.”.

 Siadam wtedy z kartką, wkładam pióro do ust, słucham piosenek, które powinny wprowadzić mnie w odpowiedni nastrój i… Nic. Ani kropla atramentu nie spływa ze stalówki, żeby nakreślić garść odpowiednio wzniosłych, czułych, lub po prostu szczerych słów.

 I smuciło mnie to. Co ze mnie za pisarka z wrażliwością, która nie pozwala jej na ujęcie zjawiska miłości?

 A jednak ją widziałam. Była w mgłach zawieszonych na czubkach drzew, chowała się w chybotliwych cieniach, rzucanych przez świecę, drgała w każdym oddechu, w pulsie, we wszystkich złączonych dłoniach, w zagarniętych spojrzeniach i drżących ustach. Była w kościele i w moim domu, na przystankach i w parkach, brzmiała w piosenkach, wyzierała spoza czarno-białych słów. Wdzierała się do moich płuc z każdym głębokim oddechem. Miłość wisiała w powietrzu i miałam wrażenie, że mogę wręcz spijać ją drobnymi łykami, tak wszechobecna była.

 A jednak moje pióro nadal trwało w bezruchu nad kartką. Słońce wschodziło i zachodziło, a ja nadal siedziałam ze wzrokiem wbitym w horyzont. Miłość. To nie powinno być takie trudne.

 I rzeczywiście, pisałam mnóstwo opowiadań o miłości, dziesiątki tęsknych wierszy, kilka piosenek. I wtedy zrozumiałam. To nie było o moim uczuciu. Miłość, którą mogłabym opisać, musiałaby być wykreowana, musiałaby być wytworem, nawet dzieckiem najprawdziwszej weny, ale weny właśnie, a nie moich doświadczeń.

 To dziwne? Prawdopodobnie. Ale…

 Mów szeptem, kiedy mówisz o miłości.

Nie rozumiem ludzi, którzy beztrosko rozpowiadają o swoich związkowych perypetiach na prawo i lewo. Dla mnie gwarancją szczerości uczucia jest to, że nie bawią mnie wtedy żadne ekshibicjonizmy, żadne wypruwanie flaków przed pierwszą napotkaną osobą. Pamiętaj…

 Mów szeptem…

 I ja właśnie tak szeptałam, w najskrytszych miejscach stawiałam słowa, które same w sobie kryły tajemnice. Nawet przed sobą nie chciałam nazywać niczego wprost. Nie chciałam zrywać tej półprzezroczystej zasłony. Nie chciałam obnażać, odkrywać, odsłaniać. To było tak moje, tak cenne, tak głęboko schowane, że nie dało się tego ubrać w słowa. Po prostu.

Kiedy mówisz o miłości.

 Ale ja nie mówię o miłości. Może kiedyś, może szeptem, w półmroku. Może.

 Wybaczcie więc, ale dziś nie napiszę o miłości.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s