Piec wybuchnie o czwartej zero sześć.

  Obrazek

 Zagubiona zamrugałam oczami, próbując pojąć, jak, do jasnej anielki, otwarcie okna mogło doprowadzić do wybuchu pieca, a w efekcie eksplozji całego domu i zamienienia go w garsteczkę popiołu.

 – Jesteś kompletnie nieodpowiedzialna! Jak ty chcesz sama zostać w domu?! Będziemy wracać na sygnale, bo coś rozwalisz!

 Przechyliłam głowę, wyglądając zapewne jak skonfundowany gołąb i próbując dociec w moim małym humanistycznym móżdżku, co ma okno do eksplozji. Niestety prawa fizyki nie są moimi najlepszymi przyjaciółmi, dlatego też nie dostrzegłam dość przecież oczywistego ciągu przyczynowo – skutkowego, którego to drobne przeoczenie mogło sprawić, że dryfowałabym teraz w przestworzach w postaci dymu nad Birk… Borówcem.

 Nieważne.

 Ostatnio jestem prawdziwym magnesem na nieszczęścia i jeśli coś może złego może się wydarzyć, to wiadomo, że przydarzy się to mnie. Dlatego jeśli zobaczycie gdzieś na zachód (probably) od Poznania kłęby dymu, zostaną zawieszone loty, a ja na fejsbuku przestanę publikować posty, w których epatuję błyskotliwym poczuciem humoru (które bawi chyba tylko mnie) – to wiedzcie, że otworzyłam okno.

PS. Nie, ten post nie miał żadnego ukrytego sensu, dna, czy striptizerki, która by z niego wyskoczyła, gdy zdmuchniecie świeczki. W taki oto sposób daję znać, że żyję! I olaboga, jutro chyba wypada rok, jak się tu produkuję, a to w pewien sposób obliguje, dlatego staram się uaktywnić. Wybaczcie mi ten post po ponad miesięcznej przerwie, jakoś muszę znowu wejść w ten rytm. Stay tuned i do jutra.

Advertisements