Maszyna do pisania.

Obudził mnie stukot maszyny do pisania.

Podniosłam głowę. Był ranek, ranek zbyt wczesny na miłość i zbyt późny na sen. Siedział w pogniecionej koszuli, którą wczoraj z siebie zdarł (gdy ja patrzyłam i czekałam na jego głodne ręce) i pisał, pisał, sfrustrowany przeczesywał włosy, i znowu pisał. Pewnie znowu nie mógł spać, gdy mnie utulił już orgazmem i po akcie miłości (…?) nastąpić miał akt stworzenia.

Tak to właśnie u nas działało. Aktu stworzenia dokonywał albo on – w oparach czarnej kawy, burzliwie, w rytm chaotycznego stukotu klawiszy – albo ja – wstydliwie osłonięta chmurą tytoniowego dymu, skrobiąc zakazane wersy skradzionym piórem na wyrwanych ukradkiem kartkach. Nigdy razem.

Wyciągnęłam z ust pasmo ciemnych włosów i przeciągnęłam się. Nie powinnam tyle myśleć. I nie powinnam tak myśleć. Myślenie nie jest dla kobiet – słyszałam. Pisanie też nie jest dla kobiet – słyszałam. Zajmij się tym, co potrafisz. – powiedział.

Owinęłam się w prześcieradło, zanim zdążyłam znowu zacząć rozmyślać o tym, co rzekomo potrafię. Znowu nie chciałabym z nim uprawiać seksu i przez resztę dnia nic by już nie napisał ani się nie odzywał. A ja siedziałabym na parapecie, paliła papierosa za papierosem i wieczorem bawiła się w wyuzdanie tylko po to, by tej nocy to on dobrze zasnął.

Co noc składałam swoje ciało na ołtarzu jego twórczości.

Owinęłam się w prześcieradło, wstałam i cicho do niego podeszłam, stając za jego plecami. Nie zareagował, być może nawet nic nie zauważył, tylko walił wściekle w klawisze, ustawiał odpowiednio kartkę i pisał dalej. Zapisał już jedną stronę, więc gdy ją wyszarpnął, zapadła chwila dźwięcznej ciszy.

-O czym piszesz?

Odwrócił się do mnie w jednym momencie, a jego błyszczące oczy odnalazły moją twarz.

-O tobie, o tobie, o tobie, jak zawsze. O dzisiejszej nocy. O tym, jaka jesteś piękna. Rozbierz się. – szepnął, wychylając się w moją stronę.

O, niewdzięczna rolo muzy!

Prześcieradło opadło i utworzyło białą kaskadę wokół moich kostek.

-Piękna, piękna, piękna. – powtarzał w zachwycie, wspinając się palcami od mojego biodra, po linii żeber, dokąd tylko mógł sięgnąć.

Jednym pociągnięciem posadził mnie sobie okrakiem na swoich kolanach, chwycił mnie za biodra i zaczął mną miarowo kołysać, nie zważając na to, że on jest w ubraniach, a ja mam na sobie tylko resztki snu.

Przełknęłam ślinę. Na miłość było zbyt wcześnie, ale na inspirację zawsze jest pora.

*

 Był piękny dzień, gdy pierwszy raz mnie przyprowadził do swojego mieszkania. Moje loki wiły się bardziej niż zwykle, w dłoniach trzymałam radosnego słonecznika, a od żarliwych pocałunków moje usta były tak samo czerwone jak sukienka, którą tego dnia ubrałam.

 Łakomie pochłaniałam wzrokiem wszystko dookoła mnie, podczas gdy on oparł się o ścianę, włożył ręce do kieszeni i obserwował mnie z lekkim uśmiechem.

 Przez półotwarte drzwi zobaczyłam biurko zawalone papierami, a na nim lśniącą, piękną maszynę do pisania. Opuściłam dłonie i weszłam do pokoju, pobieżnie rejestrując niepościelone łóżko po prawej i ogromny regał z książkami w drugim końcu pokoju. Z czcią stanęłam przed maszyną i przebiegłam palcami po jej klawiszach, uważając, aby nic nie wdusić.

– Jaka cudowna… – wyrwało mi się.

Pokiwał głową z dumą posiadacza (później przybierał taką samą minę, gdy była mowa o mnie).

-Tak, to na niej wszystko piszę. Pióra to przeżytek, nikt nie czyta rękopisów.

-A czy ja… Bym kiedyś mogła… Coś na niej napisać? – spytałam nieśmiało.

-Ty, kotku? – zdziwił się – Ale po co? Listy do przyjaciółek równie dobrze możesz pisać ręcznie. Ja mówiłem o książkach, o dziełach. A ty raczej takiego nie stworzysz. – powiedział łagodnie, przesuwając dłonią po moim nagim ramieniu.

Zwiesiłam głowę, nie wspominając ani słowem o dziesiątkach zapisanych przeze mnie zeszytów (niemodnymi już piórami), leżących bezczynnie w różnych szufladach, walizkach i torbach.

-No, mała, chyba się nie obrazisz? Przecież rozumiesz, że to moje narzędzie pracy, a nie zabawka… – zamruczał, gładząc mnie po pośladku.

– Jasne. – szepnęłam.

-No widzisz, lubię, kiedy jesteś taka rozsądna. – szepnął mi w szyję, wytyczając pocałunkami nowy szlak.

 Pokiwałam głową. Nigdy już nic o maszynie nie wspomniałam.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s