Obietnica

Zobaczyłam dzisiaj tęczę.

Tak, wiem – po siedemnastu latach życia powinnam już przyswoić sobie fakt, że coś takiego istnieje i nieraz łaskawie zgadza się pojawić nad naszymi głowami. A mimo to krzyknęłam z zachwytu.

Wcale nie miałam zamiaru otwierać tego okna. Coś mnie jednak tknęło i gdy poczułam powiew chłodniejszego powietrza na mojej twarzy, jednocześnie szeroko otworzyłam oczy.

Na tle granatowego nieba rozpościerał się wspaniały, podwójny łuk; górował nad dachami domów i czubkami drzew.

W mojej głowie brzmiały kolejne okrzyki, a sama chłonęłam widowisko głodnymi oczami. Chciałam pokazać je wszystkim, a jednocześnie nic nie mogło oderwać mnie od okna. Słońce oblewało złotem szemrzące liście, a serce dudniło mi w piersi. “Jak – myślałam – jak na świecie, który jest tak piękny, może istnieć jakiekolwiek zło?”. I dopóki patrzyłam na tęczę rozrysowaną na niebie, dopóty zło nie istniało. Nie było dla niego miejsca w tym świecie cudów.

W jednej chwili przypomniałam sobie moje dzieciństwo – z każdą kolejną tęczą próbę odkrycia, gdzie leży jej początek; błyszczące wizje pękatego garnca i nadzieja, że kiedyś na niego trafię.

Gdy wreszcie zobaczyłam koniec tęczy na polu przede mną, w pierwszym odruchu chciałam się rzucić biegiem przed siebie. Po sekundzie przypomniałam sobie, że jestem przecież niemal dorosła (czegokolwiek dzisiaj to słowo by nie oznaczało) i nie wypada mi forsować ogrodzeń dla jakiegoś tam złota. Statecznie poszłam drogą przed siebie.

Dzisiaj jednak nikt na mnie nie patrzył, więc mogłam spokojnie wyobrazić sobie, że wspinam się po niej wprost ku chmurom. W odpowiednim czasie mogłabym chwycić za krawędź obłoku, z którego wyłaniała się moja drabina, podciągnąć się, poczołgać chwilę na brzuchu i zaraz znaleźć się w jej wnętrzu niczym w pierzastej kryjówce.

Ale dzisiaj nie chciałam się kryć. Nie przed tym pięknem.

Nie wiem, jak to jest, ale pod koniec sierpnia zawsze widzę na niebie tęczę. Gdy jest już zimno, brzydko i boję się jesieni, na niebie rysuje się ona. W moje serce zawsze wtedy wstępuje otucha, bo to jest moja tęcza; obietnica, że wszystko będzie dobrze.

I rzeczywiście jest.

I dlatego, gdy tęcza znikała kawałek po kawałku, a w okno znów załomotał deszcz, ja nie przestałam się uśmiechać. W końcu coś mi obiecano.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s