Esencje – styczeń

ziolko_moje

Długi płaszcz maskuje drżenie kolan.

Niech będzie błogosławiona cała dzianina świata, która pozwala ukryć nasz lęk.

Wstajemy w ciemności, by żyć za ścianami i znowu wracać w ciemność; pięć słonecznych dni na trzydzieści jeden to za mało, żeby zachować zdrowe zmysły.

Najgorszy jest lęk, zatruwający każdy łyk herbaty i kęs chleba – lęk, który sączy się do serca, by wychodzić każdym porem skóry; jego opary unoszą się wokół mojej głowy i zatruwają sobą cały świat.

Chęć do życia przychodzi raz na tydzień, uprzejmie pukając w nasze czaszki i przypominając “Dzień dobry – jest styczeń – miesiąc postanowień – uprzejmie proszę o więcej motywacji-”

Więc ten jeden dzień w tygodniu żyję, robię, kształtuję i tworzę – przez jeden dzień w tygodniu nie boję się oddychać.

A potem przychodzi dzień następny, w którym znowu muszę owinąć się kocem i walczyć o każdy oddech.

Szarość za oknem wywołuje rozpaczliwą tęsknotę, a każda nuta bieli czy błękitu doprowadza do dzikiej euforii. Styczeń przemija w rytm szeptanej modlitwy o wiosnę i nadzieję.

Największe życzenie stycznia właśnie się spełniło – oby ten miesiąc się skończył.

W podzięce za prośbę spełnioną po miesiącu: zimne i niepewne Alleluja.

Nawet Cohen nie brzmi tak pięknie w styczniu. Dobrze, że już koniec.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s