Miesiąc bez facebooka. Przemyślenia i wnioski.

kaboompics.com_Phragmites by sunset

Lubię stawiać sama sobie wyzwania. Niejedzenie słodyczy? W porządku, damy radę. Przebiegnięcie dziesięciu kilometrów? Będę próbowała tak długo, aż mi się to nie uda bez zatrzymania się. Muszę schudnąć? Tego samego dnia biorę się do roboty.

Od roku, może dwóch, gdzieś z tyłu głowy kołatała mi się myśl, że warto by było spróbować odciąć się od facebooka, może nawet go usunąć. Potem jednak machałam na to ręką, no bo jak to tak – bez facebooka? Przecież to jak mieszkać w domu bez okien.

Jednakże coraz częściej czytałam o destrukcyjnym wpływie tego medium na mózg, a coraz więcej osób decydowało się na próbę ograniczenia go do minimum. Oni potrafią, a ja nie? No błagam.

Postanowiłam mój detoks zacząć w Środę Popielcową. Nie chciałam jednak popadać ze skrajności w skrajność i usuwać konto czy też wcale z niego nie korzystać. Mam świadomość, że facebooka czasem nie da się zastąpić i nie chciałam samej sobie robić na złość, nie wiadomo po co i na co. Postanowiłam, że będę go używać do publikowania przypomnień o postach na blogu, w razie potrzeby wchodzenia na grupę mojej klasy (strach pomyśleć, o ilu kartkówkach bym bez tego zapomniała) i wchodzenie po linki do nowych odcinków rekolekcji. I tyle, absolutnie nic wiecej. Za to niedziele pozostawiłam luźne, żeby móc uzupełnić ewentualne zaległości i się nie katować. Detoks miał trwać oczywiście od Środy Popielcowej do Wielkanocy.

“Ale będzie trudno”, myślałam. “No to teraz się namęczę, odstawienie słodyczy to było nic.”

I jakie było moje zdumienie, kiedy okazało się, że… to wcale nie jest dla mnie wyzwane. Nie mówię, że nie pojawiały się żadne pokusy (o tym niżej), ale po tym miesiącu mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że okazały się one nad podziw łatwe do zwalczenia.

Przez 4 tygodnie zbierałam przemyślenia i formułowałam wnioski. Początkowo chciałam napisać posta “Tydzień bez facebooka”, ale stwierdziłam, że jest to zbyt krótki okres, aby w pełni świadomie odnieść się do jakiegoś zagadnienia. Postanowiłam więc się nie spieszyć i dzięki temu  nie tylko utwierdziłam się we wcześniejszych opiniach, ale także zebrałam trochę nowych. Co przede wszystkim rzuciło mi się w oczy, to…

  1. Czas, czas, czas.

 Doba nagle się wydłużyła. Naprawdę. Już od pierwszego dnia detoksu zauważyłam, że czas nie pędzi tak, jak dotąd. Znacie to uczucie, kiedy nie macie co robić, więc bezmyślnie przeglądacie tablicę i nagle nie wiadomo, gdzie zniknęły dwie godziny? No właśnie. Tak mniej więcej można było opisać moje typowe weekendy. Jako że początek mojej facebookowej diety przypadał w ferie, a na dodatek byłam wtedy chora, czasu miałam aż za dużo. Naprawdę przyjemnie było przeczytać kilka książek i zacząć znowu pisać, zamiast beznamiętnie przeglądać nudne statusy i zdjęcia. I tutaj od razu nasuwa się następny wniosek, a mianowicie:

2. Ale tam nie ma nic ciekawego!

 Co ja dotąd robiłam na tym facebooku? Teraz wchodzę i ziewam. Im dłużej trwa moja “dieta”, tym mniej czasu mogę spędzić na przeglądaniu tablicy, bo zwyczajnie coraz bardziej mnie to nudzi. Widzę, jak wiele bezwartościowych treści dotąd przyswajałam i aż mi wstyd. Obecnie wchodzę tylko na fanpage‘e , które mnie interesują, szybko sprawdzam, czy nie ma nic ważnego i wychodzę. Od razu, bez przeciągania. Szkoda życia.

3. Jakość treści

 Zaczęłam robić też to, z czym jakoś zawsze zwlekałam. Usuwam. Zarówno polubienia stron, które z jakichś powodów przestały mnie interesować, jak i znajomych, z którymi nie utrzymuję kontaktu. Nie robię tego jednak w taki sposób, jak kiedyś (“siadam przy komputerze i poświęcam pół dnia na czystki”), tylko na bieżąco, kiedy coś rzuci mi w oczy. Jest to może mniej efektywne, ale jednak wolę poświęcić kilka godzin na gruntowne porządki w szafie, niż na ponowne siedzenie przed ekranem.

4. Więcej energii, więcej motywacji

 Nie będę opowiadać bajek o tym, jak to po odstawieniu facebooka nagle zaczęło mi się wszystko chcieć. Zaczęło mi się jednak chcieć więcej. Tak, wreszcie regularnie piszę i dużo czytam. Łatwiej mi też wziąć się za ćwiczenia, naukę czy robienie czegoś produktywnego dla samej siebie. Dlaczego?

5. Potęga skupienia

 Jak już pisałam, czas zaczął płynąć wolniej, ale ja z kolei robię wszystko szybciej. Przy robieniu notatek nie rozpraszam się co parę minut, pisanie tekstu odbywa się z większą świadomością, a sama zaczęłam poświęcać więcej uwagi mojej rodzinie i ludziom dookoła mnie. Tak, odstawienie facebooka zdecydowanie pomaga, jeśli chce się żyć wolniej i bardziej świadomie. Jest to na pewno dobry pierwszy krok dla zainteresowanych ideą slow life.

6. Tęsknota za ludźmi

 Siedziałam na łóżku, mój telefon milczał, książka nie wyciągała, a w domu nikogo nie było. I nagle pojęłam, że kiedy nie rozmawiam z ludźmi przez internet i nie mam ich w ten sposób na wyciągnięcie ręki, od razu zaczyna mi ich bardzo brakować. Egoizm dzieci XXI wieku bierze się głównie z internetu i braku wysiłku w utrzymywaniu kontaktów – są one po prostu często powierzchowne i oparte na rozmowach przez messengera. Gdy nie miałam takiej możliwości, obudziła się we mnie ta bardziej społeczna cząstka i chęć do zadbania o bliskich mi ludzi.

7. Pułapka ładnych obrazków

 Żeby nie było tak pięknie – nie wszystko się udało. Zauważyłam, że kiedy mi się nudzi, szukam ratunku na innych stronach, niekoniecznie angażujących mnie w świadome myślenie. Instagram, pinterest, tumblr – cóż, odkąd odstawiłam facebooka, o wiele częściej wchodzę na strony z “ładnymi obrazkami”. Widać mój mózg tęskni za niewymagającymi zajęciami i niestety zamiast dziergać wtedy na drutach, czy robić coś podobnego, ja wchodzę na instagrama. Przyznaję bez bicia, że niespecjalnie z tym walczę. No trudno, jestem tylko człowiekiem i szczerze mówiąc nie mam ochoty nakładać na siebie tysiąca ograniczeń. Kilka z powodzeniem wystarczy.

8. Uzależnienie od informacji

 Zaobserwowałam u siebie też symptom moim zdaniem bardziej niepokojący niż uzależnienie od ładnych obrazków. Jest to swoiste poczucie odcięcia od świata. Skoro nie zobaczę najważniejszych informacji na facebookowej tablicy, to nie będę wiedziała, co się dzieje na świecie, a mam wręcz chorą potrzebę bycia na bieżąco. Nie wiem, ile razy dziennie wchodzę na portale informacyjne, ale jest to zdecydowanie zbyt duża częstotliwość. Szczerze mówiąc, jest to dla mnie najgorszy aspekt odstawienia facebooka i nie jestem zadowolona z tej reakcji.

9. Pokusa “lajków”

 Jakkolwiek przestałam się udzielać na facebooku już jakiś czas przed moim detoksem, to przecież zdarza mi się od czasu do czasu coś opublikować. Zazwyczaj są to informacje o nowych postach na blogu. Moim ulubionym aspektem pisania tutaj są reakcje ludzi na teksty, a więc komentarze, wiadomości i polubienia. Niemożność sprawdzenia tych reakcji była dla mnie katorgą. “Tylko zerknę, nic więcej” brzmiało bardzo niewinnie, a pokusa była silna. Jednak jak postanowienie, to postanowienie, nie pękamy. Jakoś dałam radę i przekonałam się, że i tak mogę czerpać radość z napisania tekstu, nawet bez wiedzy, jak go przyjęli ludzie. Może nawet to i zdrowsze, kiedy nie obchodzą mnie liczby, a emocje płynące z pisania. Przekonałam się też, że jeśli ktoś chce mi coś powiedzieć o blogu, to znajdzie na to inny sposób niż polubienie. W dodatku bardziej wartościowy i zapadający w pamięć.

Myślę, że spisałam powyżej wszystkie najważniejsze myśli, które zebrały się podczas ostatniego miesiąca. Czekają mnie jeszcze prawie trzy tygodnie bez facebooka, jednak mógłby to być równie dobrze i rok – nie sądzę, żebym miała ochotę wrócić do moich dawnych nawyków, dlatego nie płaczę, że to jeszcze nie koniec. Naprawdę dobrze mi się żyje po tej drobnej zmianie i zachęcam – jeśli ktoś z Was też ma problem z marnowaniem czasu na facebooku, spróbujcie chociaż na tydzień zrezygnować z tego medium. Jestem pewna, że będziecie mieli podobne przemyślenia, a w dodatku zyskacie wymierne korzyści. No i każda okazja jest dobra, żeby przetestować trochę swoją siłę charakteru – chociaż przyznaję, że to wyzwanie wcale wyzwaniem nie jest, bo odstawienie facebooka to sama przyjemność. Chętnym życzę powodzenia i proszę o jakiś znak, jeśli ktoś się zdecyduje. Zawsze to fajnie się dowiedzieć, że chociaż w małym stopniu zmieniło się świat.

Advertisements

2 thoughts on “Miesiąc bez facebooka. Przemyślenia i wnioski.

  1. A propos…. W chwili obecnej nie posiadam facebooka, lecz zmieniam szkołę; uważasz, że powinnam go z tego względu założyć? Wacham się, gdyż dotychczas nie był mi on do niczego potrzebny. Czekam na podpowiedz:)

    • Najpierw poznaj zwyczaje klasy. Jeśli dużo kontaktują się poprzez facebooka, to konto mogłoby Ci ułatwić ogarnięcie wszystkiego – czy to na grupie klasy, czy wspólnych czatach. Łatwiej jest też uzyskać odpowiedź na facebooku niż przez smsa. Jeśli jednak znajdziesz sobie bliższą osobę, która wie, co się dzieje i będziesz w stanie utrzymywać z nią kontakt, to nie zakładałabym konta na siłę. Niemniej uważam, że jeśli je założysz, to nic na tym nie stracisz – możesz przecież zrobić dosłownie minutowy “check in” i się wylogować bez marnowania czasu 🙂 Także nie powiedziałabym, że “powinnaś”, a raczej że jest to opcja, która może Ci ułatwić życie, ale nie musi. To od Ciebie zależy, jaki sposób kontaktu wolisz i co będzie dla Ciebie bardziej efektywne 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s