Esencje – maj

esencja

Zawsze lubiłam wszystko, co wyraziste, kolorowe, bogate – w smaki, zapachy, barwy.

Maj w moich myślach należy do tej właśnie grupy. Fioletowy bez i wisteria; zielone drzewa i białe kwiaty kasztanowców; żółty rzepak; błękitne niebo i jego pogodne odbicie w tafli jeziora. Do tego dochodzą oczywiście zapachy, które mnie osobiście przyprawiają o ekstazę. Swoją drogą – czy któryś miesiąc ma zapach słodszy od majowego?

Lubię patrzeć na dany miesiąc poprzez pryzmat zmysłów, a maj jest dla takiego postrzegania szczególnie wdzięcznym tematem. Są więc brudzące dłonie czerwone słodkie truskawki. Są spacery o pierwszych ciepłych porankach i łąki wybuchające tysiącem kolorów. Są bladoróżowe pąki piwonii, okrągłych jak piłki i coraz śmielej wschodząca lawenda. Jest słodki, lepki zapach rzepaku i oszałamiająca woń bzu. Delikatne szparagi, młode ziemniaki. Jeszcze niezbyt gorące popołudnia, już cieplejsze poranki. Nawet zimne dni nie są aż takie irytujące, kiedy przydarzają się w piątym miesiącu roku.

Dziękuję za wszystkie trudne rzeczy, które stały się w maju, a nie, powiedzmy, w styczniu. Późną wiosną wydają się one bardziej odległe, mniej załamujące, łatwiejsze do zniesienia. I chociaż był to chyba najtrudniejszy maj w moim życiu – nie płaczę. Nie czekałam też z niecierpliwością na jego koniec – “maj 2015 już się nie powtórzy”, jak przeczytałam u Domowych Melodii i głęboko mnie to uderzyło. Będą inne maje, ale już nie te, nie takie i nigdy już nie będzie się tym, kim jest się obecnie.

Dziękuję za cudownie żółto-fioletowo-słodko-gorzki maj i oczekuję na parny czerwiec. Jest dobrze.

Advertisements

Jak zacząć uprawiać sport?

 jak zacząć uprawiać sport
1. Wstać.
2. Założyć buty.
3. Wyjść z domu i pobiec przed siebie.
Gotowe!

No dobrze, to wcale nie jest takie proste, przyznaję. Po zeszłotygodniowym wpisie zawierającym niemały ładunek konkretów i motywacji postanowiłam pójść o krok dalej i napisać swoiste vademecum aktywnej osoby.

Poniżej zebrałam więc porady, które moim zdaniem są przydatne we wprowadzeniu sportu do swojego życia na stałe, do stania się bardziej aktywną i świadomą osobą. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko będzie dobre dla każdego z osobna, bo ciało i psychika każdego z nas są zupełnie inne. Niektóre porady będą bardzo oczywiste, ale też fundamentalne i dlatego postanowiłam wspomnieć także o nich. Kierowałam się własnym doświadczeniem, ale też rozmowami z tatą, który pracuje jako trener personalny i wiele mnie w tej kwestii nauczył.

1. Określ swoją motywację i… miej odwagę, by ją odrzucić

Określ motywację. Banalne? Być może. Uważam jednak, że trzeba sobie samemu jasno powiedzieć, po co w zasadzie nam ten sport w życiu. Najczęściej jest to oczywiście pragnienie schudnięcia, poprawy swojego wyglądu, nieraz chęć wzmocnienia zdrowia, siły czy kondycji. Niektórzy za to pragną zmierzyć się z samym sobą i przebiec 10 km czy maraton. Wszystkie te pobudki, o ile realizuje je się w zdrowy sposób, są jak najbardziej pozytywne. Trzeba zdać sobie tylko sprawę, że ta motywacja nie może być metą.
Gdy schudniesz i przestaniesz ćwiczyć, Twój wysiłek po krótkim czasie pójdzie na marne, bo zwyczajnie przytyjesz. Gdy przebiegniesz maraton i na kilka miesięcy zalegniesz w domu, będziesz miał problem z pokonaniem pięciu kilometrów. Dlatego też nieważne, co chcesz osiągnąć – powiedz sobie, że to nie wszystko. Wprowadzenie sportu do swojego życia to pozwolenie, by na zawsze się zmieniło – nie tylko do czasu osiągnięcia 60-ciu centymetrów w talii. Wiedz, dokąd chcesz dotrzeć i pozwól sobie być ponadto.

2. Chodzi o przyjemność

Nie cierpię uczyć się układów tanecznych. Nie kupuję tańca jako sposobu na wyrzeźbienie pięknego ciała – zumba prawdopodobnie doprowadziłaby mnie do ataku szału. Joga mnie usypia, a treningi z Mel B nudzą mi się po trzech dniach.
Uwielbiam za to wszystko, co zmusza jak najwięcej moich mięśni do pracy. Muszę być zmęczona i obolała, żeby czuć satysfakcję. Mogę biegać i jeździć na rowerze, ale lubię też ćwiczyć w domu przy YouTubie. Wszystko to sprawia mi po prostu przyjemność – i o to właśnie powinno chodzić.
Nie cierpisz ćwiczyć na karimacie? W takim razie wyrzuć z głowy to, że po Chodakowskiej są ponoć fantastyczne efekty i wyjdź na dwór. Wstydzisz się biegać, bo masz wrażenie, że wszyscy na Ciebie patrzą? Wybierz więc najlepszego dla Ciebie trenera z internetu i ćwicz w pokoju. Jeśli uznasz, że dużo radości daje Ci pływanie, to zapisz się na basen.

Continue reading

Miesiąc bez facebooka. Przemyślenia i wnioski.

kaboompics.com_Phragmites by sunset

Lubię stawiać sama sobie wyzwania. Niejedzenie słodyczy? W porządku, damy radę. Przebiegnięcie dziesięciu kilometrów? Będę próbowała tak długo, aż mi się to nie uda bez zatrzymania się. Muszę schudnąć? Tego samego dnia biorę się do roboty.

Od roku, może dwóch, gdzieś z tyłu głowy kołatała mi się myśl, że warto by było spróbować odciąć się od facebooka, może nawet go usunąć. Potem jednak machałam na to ręką, no bo jak to tak – bez facebooka? Przecież to jak mieszkać w domu bez okien. Continue reading